Local in global- dzienniczek

LOCAL in GLOBAL

 tak piszą o programie jego twórcy:

Local in Global to międzynarodowe szkolenie na temat tematu zrównoważonego rozwoju. Kluczowym punktem programu jest gra symulacyjna „Krapowa”. Projekt jest skierowany do osób pracujących z młodzieżą, nauczycieli, pracowników organizacji pozarządowych i innych zainteresowanych osób, które są gotowe, by po szkoleniu dzielić się swoją wiedzą z innymi. 
Podczas szkolenia czestnicy i uczestniczki zostają wprowadzeni w tematykę zrównoważonego rozwoju, by następnie wziąć aktywny udział w grze symulacyjnej „Krapowa” i stać się częścią jej scenariusza. Wcielają się przy tym w różnorodne role społeczne i tworzą własne strategie walki z takimi wyzwaniami jak zanieczyszczenie środowiska, emigracja czy starzenie się społeczeństwa. 
Ostatnim etapem szkolenia jest podsumowanie doświadczeń i refleksji zdobytych w trakcie gry oraz porównanie ich z rzeczywistymi uwarunkowaniami właściwymi dla uczestników i uczestniczek, jak również rozwinięcie własnych pomysłów na realizację projektów o podobnej tematyce.
 

Cele projektu :

Celem Local in Global jest wyposażenie uczestników i uczestniczek projektu w wiedzę i kompetencje niezbędne do kształtowania swojej przestrzeni życiowej zgodnie z koncepcją zrównoważonego rozwoju. Projekt zmierza do realizacji następujących celów

  • głębokiego zrozumienia tematu zrónoważonego rozwoju
  • stworzenia projektów o podobnej tematyce
  • nawiązanie partnerstw i stworzenie sieci współpracy z sześcioma europejskimi krajami.

 

a tak uczestnicy i uczestniczki oraz  ich szalony opiekun Maciej Kołodziejak:

01.12, sobota

Pierwszy dzień spędziliśmy w podróży(prawie 10 godzin!), upłynęła ona bardzo przyjemnie ponieważ wszystkie pociągi były na czas. Ci z nas, którzy akurat nie mieli ze sobą książek mogli spokojnie się przespać, więc w dobrych nastrojach dojechaliśmy do Wrocławia.
Marta: dworzec we Wrocławiu jest śliczny, polecam odwiedzić :P
Po przyjechaniu do Krzyżowej czekała na nas pani Ania i ciepła kolacja w Domu Spotkań Młodzieży. Po kolacji rozpoczęliśmy nasz projekt od zapoznania się z grupą niemiecką i pierwszych gier integracyjnych.Trochę się stresowaliśmy nie znając nikogo!

48424551_10156002639016447_6369798943668174848_n

02.12, niedziela

Po śniadaniu, dalej poznając bliżej osoby z niemieckiej grupy, graliśmy w grę terenową, podczas której mieliśmy dowiedzieć się czegoś o tym miejscu i jego mieszkańcach. Polecamy poznać historię Frei Moltke!
Ania: Sklepik otwarty od 9 do 19! A mieszkańców jest 200.
Szymon, Zuzia, Marta: 230.
Po południu przybliżyliśmy sobie temat naszego projektu, prowadzące Eve i Johanna wyjaśniły nam jaki jest jego cel, dowiedzieliśmy się czegoś o naszym wpływie na naturę i pracowaliśmy w grupach polsko-niemieckich, tworząc plakaty na ten temat. Wieczór spędziliśmy na wygłupach na sali sportowej, czyli punkcie programu prowadzonym przez tancerkę i edukatorkę z Berlina Sophie.

48389437_10156002619901447_3536186423226925056_n

03.12, poniedziałek

Tego dnia zostaliśmy podzieleni na dwie grupy (mieszane pl-de), jedna wykonywała spirale z siatek i skrawków materiału, a druga w tym czasie wykorzystywała odpadki z drewna: na tych zajęciach mogliśmy żłobić, malować i wykonywać obrazki używając włóczki nawijanej na wbite w drewno gwoździe, co zresztą wybrała większość z nas.
Karolina: Było super, bo można było w coś przyłożyć młotkiem.
Po południu grupa zajmująca się drewnem przechodziła do robienia spirali i na odwrót.
Wieczorem mogliśmy zorganizować i wziąć udział w warsztatach DIY.
Szymon: Portmonetki z kartonu są bardzo fajne, ekologiczne i gdyby każdy z nas taką miał, świat byłby lepszym miejscem do życia (czyt. “są kozackie”).

48365061_10156002623766447_7452743594093314048_n
Był to też dzień, gdy w końcu udało nam się znaleźć czas na zagranie w Vudu (grę planszową z masą wygłupów) z paroma osobami z grupy niemieckiej :)- czyli integracja po godzinach i …w czasie ciszy nocnej…

48393716_10156002623906447_711584898791505920_n

48395108_10156002620081447_4571953129943203840_n

04.12, wtorek

WYCIECZKA!
Karolina: Było suuuuuper! Najfajniejsze było robienie toreb, tylko jedzenie było trochę mdłe.
Szymon: Mi tam smakowało, zjadłem 4 porcje…
Wielkim nieszczęściem było to, że musieliśmy wstać wcześniej. Po godzinnej jeździe i dotarciu do ekologicznego gospodarstwa w Nowinie przywitał nas bardzo przyjazny pies… oraz gospodarz.
Gosia: Był bardzo fajny i lubił się przytulać :3. (Pies. Gospodarz też był fajny, ale nie wiemy, czy lubi się przytulać.)
Również tutaj zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, jedna grupa dekorowała płócienne torby, podczas gdy druga zajęła się dojeniem kóz, zwiedzaniem gospodarstwa, poznawaniem koni i robieniem obiadu.
Ania: Krzysztof (koń bez jednego oka) był bardzo biedny :(

48377893_10156002620141447_6445962504966242304_n
Na obiad zrobiliśmy i zjedliśmy… papkę? (znajdowały się w niej ziemniaki, cebula, dynia i kasza gryczana). Nawet Gosia wzięła dokładkę! Spędziliśmy tam w sumie 5 godzin. Po pożegnaniu się z gospodarzami i zwierzętami pojechaliśmy do Świdnicy, gdzie mieliśmy nieco czasu wolnego.
Marta: Przez przypadek zaprowadziłam dziewczyny do wegańskiej, bezglutenowej kawiarni, gdzie pani zaproponowała nam kokosowy cukier.
Zuzia: Szymon, żeby w końcu się najeść po swoim “niewielkim” obiedzie, objadł się hot-dogami
Szymon: Byłem względnie najedzony…
Wieczorem mieliśmy do wyboru: grać w planszówki (oczywiście znowu graliśmy w Vudu) lub udać się na halę sportową.
Szymon: GRAŁEM W GAŁĘ Z NIEMCAMI!

48355982_10156002628311447_6299493387049369600_n

05.12, środa

Następnego dnia znowu podzieliliśmy się na grupy. Jedna grupa miała warsztaty z fermentacji, na których pani Dorota opowiadała o procesie robienia kiszonek. Po krótkiej teorii zabraliśmy się do robienia kimchi, czyli takiej koreańskiej kiszonej kapusty. Dostaliśmy również do spróbowania parę wyrobów przygotowanych przez prowadzące.
Marta: Same kiszonki mi nie smakowały, ale warsztaty były bardzo fajne.
Zuzia: Kiszony kalafior to niekoniecznie przysmak dla każdego…
Podczas gdy jedna grupa działała w kuchni, druga przygotowywała ozdoby z plastiku. Bardzo fajna w tych warsztatach była możliwość sprayowania plastikowych kwiatków i gwiazd.
Po kolacji spotkaliśmy się na wspólne granie w Werewolves (czyli mafię z wilkołakami), jednak najlepsza była mini impreza, która rozkręciła się na sam koniec. Tańczyliśmy na niej Belgijkę i kilka innych tańców których nauczyły nas z kolei osoby z grupy niemieckiej.

06.12, czwartek

Czwartek był ostatnim dniem naszych warsztatów. Cały dzień spędziliśmy w kuchni przygotowując naszą ostatnią kolację. Czas w kuchni mijał bardzo szybko i przyjemnie. Wszyscy byli zaangażowani i robili co mogli aby jedzenie wyszło jak najlepsze. Niestety kuchnia była dość mała przez co nie mieściliśmy się w niej wszyscy więc jedna grupa przygotowywała graficzne plakaty z przepisami.

Karolina: Co zresztą też było bardzo fajne :P

48377768_10156002622381447_2626676748397314048_n

Po wspólnym gotowaniu przyszedł czas na podsumowanie tygodnia. Był to smutny moment bo uświadomiliśmy sobie jak szybko minął ten tydzień i że to już koniec. Po podsumowaniu przeszliśmy na kolację, która wyszła nam naprawdę smaczna.

Szymon: Są tylko dwie rzeczy których nie lubię: flaki i te burgery bez mięsa ;_; (tego samego wieczoru Szymon zjadł ich 3 sztuki)

Na kolacji tej daliśmy Niemcom  i Niemkom mikołajkowy prezent czyli dużą torbę wypakowaną polskimi słodyczami. Prezent bardzo im smakował. Na koniec wszyscy dostaliśmy zadania do zrobienia – myliśmy stoły, naczynia i czyściliśmy salę, w której jedliśmy. Po wykonaniu zadań przeszliśmy na zorganizowaną imprezę. Niestety nie wyszła ona zbyt dobrze :/. Tańce które miały określony układ dawały naprawdę dużo frajdy, jednak w pozostałych momentach nie było już tak fajnie.

48420488_10156002626276447_4699314707159318528_n

07.12, piątek

Najsmutniejszy dzień naszego wyjazdu. Moment pożegnania się z grupą niemiecką był bardzo emocjonujący i niektórzy z nas mieli łzy w oczach. Sama podróż minęła jednak bardzo szybko i w Siedlcach byliśmy bardzo wcześnie. Pociąg z Wrocławia do Warszawy był nadzwyczaj szybki i zdążyliśmy na wcześniejszy pociąg do domu. Podróż była bardzo udana (na szczęście wcale nikt niczego nie zostawił w Starbucksie i nie musiał do niego biec 3 minuty przed odjazdem). W smutnych nastrojach że tak szybko minął ten wspaniały czas, wróciliśmy do Siedlec i wszyscy chcemy to jak najszybciej powtórzyć.

48376108_10156002622846447_7395197139770408960_n

Local in global- nie kupujmy rzeczy, których nie potrzebujemy, przetwarzajmy stare, cieszmy się z tego co mamy, bądźmy kreatywni, bądźmy eko, podzielmy się tym, co mamy!

*)zdjęcia udostępniamy dzięki uprzejmości Kreisau Initiative i Fundacji Krzyżowa:)

  1. Anna Kizeweter Odpowiedz

    Dla mnie osobiście nie ma szkoły bez wymiany. Nie ma relacji bez wymiany. Gestów, spojrzeń, myśli, słów. Nauka nie ma sensu, jeśli nie dajemy uczestnikom i uczestniczkom tego procesu, zweryfikować swoich poglądów, obaw, lęków, wreszcie postępów- nie tylko językowych, ale też postępów w stawaniu się członkiem społeczności.Jeśli nie damy im szansy w (samo)decydowaniu o kształcie świata, w którym żyją, i który mają prawo zmieniać.Wymiana wyposaża uczestników i uczestniczki w kompetencje i umiejętności dając okazję do aktywnego uczestnictwa, mierzenia się z nim z bardzo bliska, wychodzenia ze strefy komfortu. Tylko po jej opuszczeniu uczymy się czegoś nowego, zdobywamy doświadczenie, potrzebne do bycia otwartym, znającym siebie, szczęśliwym człowiekiem. Gotowym do podejmowania ryzyka i jego świadomym. Mającym wybór.
    anka kizeweter.

Odpowiedz na „Anna KizeweterAnuluj pisanie odpowiedzi

*

captcha *